Cyfrowa twarz współczesnej turystyki
Podróżowanie w ostatnich latach bardzo mocno się zmieniło. Zaczyna się często nie od pierwszego kroku, lecz od ruchu kciuka po ekranie. Dane rynkowe[1][2] pokazują, że 76% turystów z całego świata wykorzystuje apki podczas swoich wojaży, a 85% deklaruje wręcz podejście mobile-first, w którym to właśnie smartfon staje się najważniejszym urządzeniem w procesie planowania podróży. To wygodne, ale jest w tym pewien haczyk – trzeba mieć zawsze pod ręką internet.
Podróż dookoła aplikacji
Wszyscy to znamy. Pomysł na podróż zaczyna się podczas przeglądania mediów społecznościowych, budżet liczymy w specjalnej apce, znajomych zapraszamy przez komunikatory, a bilety i noclegi rezerwujemy tam, gdzie po prostu taniej. Zazwyczaj też w odpowiednich aplikacjach. Czego brakuje w tym zestawieniu? Najważniejszego: stabilnego internetu, który to wszystko udźwignie. Dostarczy Ci go szwajcarski Yesim, czyli marka oferująca jedną z najpopularniejszych kart eSIM na rynku.
Dlaczego warto zdecydować się akurat na Helwetów? Cóż, dostarczają kilka twardych argumentów. Pierwsza kwestia to mnogość opcji. Cyfrowa SIM-ka ze stajni Yesim obsługuje ponad 200 kierunków podróżniczych. Gdziekolwiek cię poniesie, będziesz online.
Druga sprawa to zasięg. Yesim współpracuje z ponad 800 operatorami na całym świecie, a chip eSIM w telefonie łączy się automatycznie z najsilniejszą dostępną siecią w danym regionie. To prawdziwy game changer w lokacjach o słabszym zasięgu. Inni się irytują, ty wstawiasz relacje z wyprawy.
Trzecim argumentem koronnym jest łatwość obsługi. Instalacja zajmuje dosłownie kilka minut, działa zarówno na iOS, jak i Androidzie. Nie trzeba wyciągać swojej fizycznej karty SIM z telefonu. Wystarczy odpalić kartę eSIM. Apka prowadzi za rękę, poradzi sobie z tym każdy, kto kiedykolwiek wgrywał coś na telefon. Dzięki temu zachowujemy swój numer i jednocześnie korzystamy z internetu za granicą.
Lokalna karta kontra eSIM
Poza Wspólnotą klasyczny roaming potrafi bardzo szybko wygenerować absurdalne koszty. Przykład? W lubianej przez Polaków Turcji jeden MB danych odchudzi nasz portfel o nawet kilkadziesiąt złotych. Strach pomyśleć, ile wyniesie rozmowa wideo ze znajomymi czy rodziną.
Z kolei hotelowe lub lotniskowe sieci Wi-Fi często działają niestabilnie, są przeciążone albo po prostu mają słaby zasięg. No i takie sieci nie są do końca bezpieczne – przydałby się VPN choć to już historia na inny artykuł.
Teoretycznie można kupić lokalną kartę SIM po przylocie, ale zwykle oznacza to stanie w kolejkach i dodatkowy stres już po wylądowaniu, kiedy zazwyczaj marzymy o prysznicu w pokoju hotelowym.
Mało tego! W wielu egzotycznych krajach, takich jak Japonia, Tajlandia, Indonezja czy Maroko, zakup tamtejszej karty SIM wymaga okazania paszportu, a niekiedy także odcisku palca. Sam zakup też bywa uciążliwy, bo obsługa w salonach operatorów rzadko mówi po angielsku. Zamiast szybkiego prysznica czeka Cię więc deszcz formalności i tłumaczeń.
Nie wszyscy mają też miejsce w telefonie na dwie karty SIM, zatem trzeba wyciągnąć swoją bazową kartę i posługiwać się w podróży innym, zupełnie nowym numerem.
Po co to sobie robić, skoro można wygodnie, siedząc przed TV we własnym salonie, zaopatrzyć się we właściwy dla kierunku swojej podróży pakiet danych i mieć to z głowy?
Tym bardziej, że przewagą tego rozwiązania jest także elastyczność. Yesim oferuje różne modele pakietów dopasowane do sposobu podróżowania. Od planów obejmujących pojedyncze kraje, przez pakiety regionalne i globalne, aż po opcję Pay & Fly, w której użytkownik płaci wyłącznie za realnie wykorzystane dane. Dostępne są również warianty z nielimitowanym internetem dla wybranych kierunków.
W dobie cyfrowego wycieczkowania karta eSIM staje się powoli tym, czym nawigacja jest od kilku lat dla kierowców. Od jej uruchomienia zaczyna się każdą podróż.
Źródła:
[1] https://stories.hilton.com/releases/2024-trends-report
[2] https://gitnux.org/digital-transformation-in-the-tourism-industry-statistics/